Na wszystkich blogach pojawiają się ostatnio pierniczki. Różne kształty, różne kolory, różnie robione ciasto, a jednak klimat ten sam. (ten zapach - bezcenny ;)). W tym roku moje pierniczki (oprócz na choinkę) zamierzam przeznaczyć na prezenty. Będzie trzeba je więc polukrować. Niektóre zdobienia, na które natkęłam się w internecie są niesamowite
ah... Rozmarzyłam się. Póki co jednak krok 1, a więc same pierniczki.
Tym razem przepis zaczerpnęłam od Bakerlady.
Składniki:
1 szklanka miodu
1 szklanka cukru
1 kostka masła (może być też margaryna, ale u mnie było masło)
1 opakowanie przyprawy piernikowej
1 jajko
1 płaska łyżeczka sody
ok. 1/2 kg mąki
Miód, masło i cukier rozpuszczamy w garnku na średnim ogniu, dodajemy przyprawę do piernika. Gdy wszystko tworzy już gładką masę wyłączamy gaz i lekko przestudzamy. Następnie dodajemy jajko i sodę i (dość długo) pożądnie mieszamy aż do lekkiego spienienia się masy. Następnie po trochę dodajemy mąkę, aż ciasto będzie w konsystencji takie, żeby dało się z niego lepić . Wkładamy całość na noc do lodówki. Godzinę przed planowanym pieczeniem wyjmujemy. Z pomocą dodatkowej mąki wałkujemy niewielkie kawałki ciasta i wycinamy z nich wzory. Pieczemy kilka minut w 180 stopniach. I tyle. Dla mnie bomba. ;) Aromat i smak niezastąpione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz